WRÓĆ DO ZNALEZIONE

Okładka książki Bóg Techy autorstwa Sylwii Czubkowskiej

WRÓĆ DO ZNALEZIONE

Zainteresował Cię ten tekst?
Zanim przeczytasz ciąg dalszy pamiętaj, że możesz otrzymywać ode mnie bezpośrednie informacje o kolejnych wpisach. Kliknij TUTAJ i zapisz się do listy subskrybentów wpisując: DOŁĄCZAM

Z tą książką miałem nieco tak, jak z niektórymi filmami, ale tylko nieco…

Chodzi mi o filmy, w których czasem historia jest zaskakująca, ogromnie wzruszająca, czasem szalenie fascynująca, zbudowana na niesamowitej fabule, serii przygód, niewiarygodnych osiągnięciach bohaterów, a na końcu pojawia się informacja: „nakręcone na faktach” bądź „inspirowane prawdziwą historią”.

Wówczas jest szok i niedowierzanie – ale jak?!?!?

To naprawdę jest na fakcie?

Bóg Techy – ale jak?!?!?

W książce „Bóg Techy” mamy akcję, sensację, bohaterów z dużymi emocjami i niesamowitymi sytuacjami, uwikłanymi z relacje, uwięzionych w sieć chęci posiadania pieniądza i władzy nad innymi – nawet nad Ziemią.

Obecnie uważam, że nie ma sensu czytać fikcyjnych powieści Mroza bądź Grishama – rzeczywistość, którą przybliża nam w reporterski sposób Sylwia Czubkowska przerasta ludzką wyobraźnię.

Dlaczego napisałem, że z tą książką mam „nieco” jak ze wspomnianymi pozycjami sensacyjnymi?
Dlatego, że skala mojego wciągnięcia w czytanie, jak i rosnącego strachu zmieniała się wykładniczo z każdym rozdziałem, gdy uświadamiałem sobie, że autorka relacjonuje rzeczywistość.

Taką rzeczywistą rzeczywistość.

I tak to nie wszystko

Nie ujmując wnikliwości Sylwii, zastanawiam się jednocześnie, jakie są zakresy, do których Ona nie dotarła.

Mam bowiem głębokie przekonanie, że mimo wszystko są rzeczy, sprawy, ustalenia, do których nikt nie jest w stanie nigdy dotrzeć, ze względu na fakt, że nie miały one postaci fizycznej, lecz są pewnymi wypowiedzianymi zdaniami tylko między konkretnymi osobami, w wyjątkowych sytuacjach i jedynie osobistych relacjach, które jeszcze dokręcają całą sytuację, bo… nikt nigdy nie jest w stanie się o nich dowiedzieć.

To przecież nasz świat

Poruszane w książce zdarzenia tak bardzo są przejmujące, gdyż dotyczą tak wielu spraw i zdarzeń nas otaczających każdego dnia. Inaczej już patrzę na narzędzia w komputerze, z którego korzystam w celach biznesowych, jak i edukacyjnych, na przejeżdżające samochody Ubera (ciekawe, że nigdy jeszcze nie skorzystałem z tej usługi przewozu), własny telefon, z tymi wszystkimi aplikacjami, z których korzystam tylko dlatego, że świat tego wymaga.
Kilka lat temu już mówiłem, że telefon jest pierwszą rzeczą, której najchętniej pozbyłbym się ze swojego świata > to oczywiście jest awykonalne, ale pogdybać sobie mogę…

Wracając do książki – jest ona wnikliwym obrazem rzeczywistości, z której nie zdajemy sobie sprawy.
Jak to jest możliwe?

Związane jest bowiem z szeregiem powiązań oraz ścieżek, które doprowadziły do obecnego stanu rzeczy w sposób ewolucyjnym, spokojny, powolny – a zatem niezauważalny z dnia na dzień.

 

 

 

 

Inaczej niż u profesora Kowalkiewicza

Książka Czubkowskiej ta stanowi bardzo ciekawy obraz rzeczywistości przedstawianej z innej nieco perspektywy niż „Sterowani algorytmami” prof. Marka Kowalkiewicza, o której pisałem już wcześniej tutaj.

W obu książkach mamy przedstawiane często te same firmy, te same marki, ale w innych ujęciach. Może dlatego tak bardzo mnie to uderzyło, gdyż czytałem obie pozycje w relatywnie bliskiej odległości czasowej od siebie.

Nasze bezpieczeństwo

Treść „Bóg Techów” tak bardzo mnie dotyka, gdyż znacznie zahacza o sferę bezpieczeństwa, czy też cyberbezpieczeństwa, o której mówi się na szczęście coraz częściej – choć w mojej ocenie jeszcze zbyt mało. Autorka dokładnie przedstawiła mechanizmy związane z docieraniem do naszych danych, a także ich wykorzystywaniem przez korporacje technologiczne.

Są tacy spośród nas, którzy burzą się i przeciwstawiają wykorzystywaniu szeregu informacji na ich temat w celu profilowania treści, a także braku klarowności w informowaniu, co big techy z naszymi danymi tak naprawdę robią. Jednak co z tego, gdy miliardów pozostałych ludzi kompletnie to nie obchodzi.

Wiem, że to mocne stwierdzenie, ale pozwalam sobie na nie, gdyż część osób sprawia wrażenie, że ma świadomość zagrożeń, ma świadomość ograniczania tego co, jak, kiedy i w jakiej postaci zamieszcza w internecie, udostępnia otwartym narzędziom AI do analizy, korekty, syntezy itp. Jednak pomimo tego, robią to, co robią. Rzadko korygują swoje podejście na rzecz wygody, szybkości i niechęci zostania w tyle za innymi, którzy nie w ogóle nie tyle nie mają żadnych hamulców, co nawet odrobiny świadomości.

Mamy hamulec pod nogą. Co z tego

Na treści wynurzające się z książki „Bóg Techy” możemy też patrzeć wprost, jak na wskazówki „co robić dalej”. Jeżeli wiemy, jak wygląda rzeczywistość, jesteśmy w stanie docierać do tych informacji, to powinniśmy coś z tym robić.

Nie chodzi o przeciwstawianie się nagle wszystkim złym mocom – bez pewnych rozwiązań, aplikacji i usprawnień zwyczajnie nie da się obecnie już żyć – przykładem jest urządzenie zwane telefonem komórkowym.

Skoro jednak nie da się tej fali już zatrzymać, można ją spowalniać – o co postulował chociażby Suleyman w swojej książce „Nadchodząca fala”.

Można przynajmniej uświadamiać sobie, jak jest i poprzez edukację funkcjonować bardziej odpowiedzialnie.
Można?
Na pewno!
Czy tak się dzieje?
Na pewno… NIE!

Edukacja!

Konieczne zatem staje się stawianie na edukację. Na szerzenie świadomości i uczenia szeregu umiejętności, które pozwolą nam na to, aby nie być zwierzątkami treningowymi dla algorytmów i bateryjkami, jak w pewnym znanym wszystkim filmie.

Pisząc o edukacji, zapewne pierwsze skojarzenie pojawi się i będzie dotyczyć dzieci – jak najbardziej konieczne i niezbędne. Ze względu na absurdalną wielość technologii jakie dzieciaki mają w rękach i w zasięgu swego tak młodego mózgu, nie potrafiącego (ze względów czysto rozwojowych, czyli wieku tych ludzi) obronić się przed tym, co widzą i słuchają.

Natomiast nie tylko edukacja dzieci jest ważna. Mam na myśli również edukację dorosłych dokładnie w tych samych zakresach.

Mógłbym w tym momencie zacząć wymieniać wszystkie kompetencje przyszłości (co byłoby zasadne i na miejscu), gdyż chodzi o dawanie swoim dzieciom po prostu dobrego przykładu, a nie jedynie moralizowanie.
O hipokryzji wielu dorosłych w tym zakresie napiszę wkrótce osobno.

Gdzie tu zagadnienie lojalności

Czy z tej książki można wyciągać daleko idące wnioski w zakresach, które mnie tak bardzo interesują, czyli lojalności, zaufania, budowania relacji?

Absolutnie tak, gdyż lojalność jest procesem długotrwałym opartym właśnie na zaufaniu, szczerości intencji, chęci pomocy poprzez dostarczanie określonych produktów i usług.

Dlatego patrzę na procesy lojalnościowe całościowo. Nie na wycinek dostarczenia czegoś, co po prostu sprawi klientowi satysfakcję, odpowie na jego potrzebę na etapie sprzedaży. Ważne jest zapewnienie długoterminowego zadowolenia, czyli również na etapie korzystania z danego produktu, który nie wpływa na nich negatywnie.

A jak jest z wieloma usługami zapewnianymi przez big techy?

Książka potrzebna – ta i kolejna, i kolejna…

Takie książki, jak "Bóg Techy" muszą powstawać. Muszą też mieć coraz większe zasięgi docierania do ludzi. Dlatego osobiście cieszę się, że ta konkretna pozycja spotkała się z tak pozytywnym odbiorem nie tylko czytelników, lecz kapituł wielu konkursów i zdobyła tak ogromną liczbę wyróżnień, nominacji, jak i nagród.

Gratuluję i kibicuję w dalszym aktualizowaniu sytuacji.

W pierwszym ruchu chyba czas, Sylwio Czybkowska, na nowe wydanie poszerzone „Chińczycy trzymają nas mocno…”

Już nie mogę się doczekać.

Copyright © 2024-2026 All rights reserved

Kontakt