WRÓĆ DO ZNALEZIONE

Okładka książki „Quo vAIdis” Andrzeja Dragana – publikacja o sztucznej inteligencji i modelach językowych LLM.

WRÓĆ DO ZNALEZIONE

Zainteresował Cię ten tekst?
Zanim przeczytasz ciąg dalszy pamiętaj, że możesz otrzymywać ode mnie bezpośrednie informacje o kolejnych wpisach. Kliknij TUTAJ i zapisz się do listy subskrybentów wpisując: DOŁĄCZAM

Od samego początku, bo już od drugiego akapitu, ujęła mnie ta książka. Dokładnie w 11 wierszu autor napisał, iż nie będzie w swoim tworze zamieszczał opinii kogoś o przeczytaniu czegoś, zrobionego przez kogoś, w nawiązaniu do zdarzeń opisanych przez jeszcze inną osobę.

Badania górą

Andrzej Dragan wprost wskazał, że będzie skupiał się na „prostych obserwacjach i frapujących faktach”, a zatem nie będzie interpretował czyjegoś podejścia, lecz będzie posługiwał się konkretami, cytatami, badaniami.

Co więcej, w tej książce sam przeprowadził nieco analiz, zaprezentował eksperymenty i podzielił się swoimi obserwacjami na temat również własnych doświadczeń. Znajdują one jednocześnie swoje osadzenie w innych i zakrojonych na większą skalę badaniach sięgając do ich źródeł, posługując się konkretnymi cytatami.

Upraszczanie jak to tylko możliwe

Ujęło mnie szalenie proponowane wielokroć w książce upraszczanie skomplikowanych zagadnień. Również w zakresie podejścia do definicji. Jakże mi to bliskie!
Studenci, którzy mieli ze mną do czynienia są w stanie uśmiechnąć się pod nosem i przypomnieć kilka z definicji, jak np. „zarządzanie” bądź „customer experience”, które im proponuję jako warte zapamiętania. Nie wkucia – zapamiętania poprzez skojarzenia i ułatwianie życia.

Szczególnie dziękuję panu profesorowi Draganowi za definicję przyjętą dla hasła „inteligencja” – tak wiele jest różnych ujęć i dyskusji w tym zakresie, które można pogodzić w analizie przyjętej w książce. Dzięki niej przyznaję, że będzie mi łatwiej rozstrzygać o kolejnych jej ujęciach i o jej rozkminianiu (również w kontekście edukacyjnym).

Chodzi oczywiście o sprowadzenie (bez spłaszczania, które wyłania się z tego słowa) inteligencji do umiejętności poszukiwania analogii. Może być prosto? Może, dzięki czemu mamy szanse rozgryzać kolejne zagadnienia na łamach tej książki (lecz nie tylko) nie na zasadzie treści dla intelektualnych wybrańców.

Średnio przygotowany student

Podobnie ujęło mnie zastosowane przez autora porównanie LLMów do nieprzygotowanych studentów. Przemyśliwując tę kwestię zawiesiłem się na chwilę – trochę, jak kaseta magnetofonowa podłączona do komputera Atari 65XE podczas wgrywania się gry River Ride w 1989 roku.

Zwizualizowałem sobie tychże studentów i zaopatrzony w kolejny tekst od Andrzeja Dragana, że po zadaniu im trudnego pytania: „tak mądrze wówczas patrzą”, doszedłem do wniosku, że to jest szalenie trafne.

Czym się przejawia? To już zostawię Państwu do rozpoznania podczas lektury.

 

 

 

 

Język Dragana

Po nazwisku to po pysku – mam nadzieję, że nie. Tym bardziej, że może do kanonu rodzaju języków jakimi się posługujemy wejdzie właśnie „język Dragana” – może nawet będzie można jakiemuś Gemini bądź ChatGPT wrzucić prompt w stylu: załączony plik tekstowy zawierający opis badań naszego zespołu z ostatnich 10 lat napisz językiem dragana, czyli zrozumiałym dla większości pogłowia stąpającego po Ziemi.

Kto czytał książkę, ten zrozumie ukryte dno - a kto nie, to zrozumie po jej przeczytaniu.

Piszę o tym dlatego, że język, którym posługuje się Andrzej Dragan jest specyficzny dla… właśnie Dragana.
Nie wiem jednak, czy nie jest z nim (z tym językiem) trochę, jak w tym powiedzeniu ze świnką.
W czym rzecz?
Jak dla mnie jest nieco zbyt luzacki.
To nie krytyka – to spostrzeżenie. Do tego szalenie moje.

Przeczytałem „Kwantechizm 2.0. czyli klatka na ludzi” autorstwa tegoż samego Andrzeja Dragana jakieś 2 lata temu – byłem urzeczony właśnie prostotą języka i umieszczanymi wtrąceniami. Były szalenie w punkt, ciekawe, odjechane i inne niż te, z którymi kiedykolwiek wcześniej się spotkałem w tego typu pozycji książkowej.

W „Quo V-AI-dis” mam poczucie, że klimat językowy jest podobny, ale…. autor poszedł w jeszcze swobodniejsze porównania i nawiązania. W sumie to świetnie, bo dzięki temu, okazuje się, że można o skomplikowanych sprawach pisać przyjaźnie i swobodnie (dla mnie jednocześnie czytelnie, bo prosty język do mnie mówi), ale chyba tym razem jest ta swoboda dość gęsto upakowana.

Wracając zatem do powiedzenia ze świnką – w moich rodzinnych stronach posługiwano się następującym: „za dużo to i świnka nie zje”. Mam poczucie, że blisko mi w tym przypadku do tej świnki – nie tylko w zakresie kodu genetycznego.

Znam to

Pozwalam sobie na taką ocenę językową tej pozycji, gdyż osobiście zdarza mi się robić podobne wycieczki językowe, aż sam się muszę hamować, bo zwyczajnie przeginam. Zwraca mi na to uwagę mój osobisty i krytyczny recenzent (noszący to samo nazwisko co ja) – stąd też się hamuję, cofam i koryguję, a nawet fragmenty eliminuję.

Mam wrażenie, że Panu Andrzejowi nikt nie miał śmiałości w wydawnictwie zwrócić uwagę.

To nie krytyka – powtarzam.

To są atrakcyjne, słowne, intelektualne gierki, które uwielbiam, lecz może czasem jest ich zbyt dużo, gdyż (to jedyna ich wada w tym ujęciu) odciągają od tematyki, która jest świetna i cudnie podana w zakresie prostoty wyjaśnień – a ja lubię (powtórzę się) , jak jest prosto. Bo jestem prosty chłopak wywodzący się ze wsi.

Powtórzę zatem (teraz to już z uporem maniaka) - to moje subiektywne odczucie. Zatem dla wielu osób zaproponowana stylistyka, porównania i zabawy językiem mogą być szczególnie atrakcyjne. Mają bowiem szalenie ważny atut – pozwalają naprawdę doskonale przybliżyć skomplikowane zagadnienia. Nomen omen stosując wielokroć analogię.

A może w moim przypadku to po prostu kwestia chwili, gdy czytałem tę książkę, może pory dnia bądź nocy?
A może trzeba mieć nastrój na dany język?
A może ja robię się za sztywniacki, a może…. Tych może, czasem być może jest za wiele więc już przestaję.

Przykłady, które przemawiają

Pozycja ta zawiera też całą rzeszę żartów, które jednak nie są dowcipami samymi w sobie, lecz wynikają z eksperymentów przeprowadzonych z różnymi wersjami ChatGPT.

Kompletnie rozniosła mnie na kawałeczki odpowiedź modelu w wersji 3,5 na zagadkę: Co to jest: po stawie pływa i kaczka się nazywa?
Moja osobista córka potrzebowała dobrych kilku minut, żeby mnie uspokoić i dopilnować, żebym na nowo zebrał się w sobie i nie udławił efektami ubocznymi torsji wynikających z pracy przepony podczas śmiechu.

Dbałość o szczegóły

Z prawdziwych przytyków mam tylko jeden – przytrafiło się kilka literówek :(

To jednak kompletnie nie jest uwaga do autora, lecz wydawcy, a raczej osoby zajmującej się korektą. Szkoda. Tym bardziej w tak merytorycznie dobrej książce.

Po lekturze będzie nam nieco lepiej

Te wszystkie uwagi odnośnie języka, to jednak tylko poboczne kwestie – trochę na zasadzie uprzedzenia tych, którzy nie czytali jeszcze tej książki – są jeszcze w ogóle tacy?
Bo sama książka, prostota przekazu spraw skomplikowanych jest cudna. Pozwala na zrozumienie bazowych elementów.

Czasem w przestrzeni Linkedin, różnych podcastów, webinarów itp. pojawia się sporo ekspertów i „ekspertów” używających trudnych pojęć. Część osób słuchając bądź czytając tychże stara się zrozumieć kontekst, zrozumieć z czego się biorą powiązania i jakie były początki AI, a także z czego wynikają różne spojrzenia na zagadnienie sztuczności w pojęciu AI – jak i odnoszeniu się do niej tej „prawdziwej” inteligencji.

Ta książka pozwala sięgnąć do trzewi, aby zrozumieć podstawy, ułożyć sobie w głowie pewne zależności i poznając genezę, ścieżkę rozwoju tych narzędzi zbudować pewną strukturę dotychczasowego przyrastania wiedzy z tego zakresu, aby dalej ją rozwijać, ale przede wszystkim zrozumieć. Choć trochę zrozumieć.

Ja taki miałem plan. Trochę bowiem mam, jak Jonathan Ive (arcykapłan Apple odpowiedzialny w dużej mierze za wygląd iPoda, iPhone, czy Apple Watcha), o którym pisałem tutaj. Ta właśnie kultowa już osoba, została nauczona przez swojego ojca, że przed rozpoczęciem projektowania jakiegokolwiek urządzenia, planowania pracy, rozpoczęcia zajmowania się danym zagadnieniem, szalenie ważne jest poznanie, jak ono jest zbudowane i z jakich powodów działa w określony sposób.

Dzięki tej książce mamy szanse właśnie nieco przybliżyć sobie wiedzę, że… nie do końca wiadomo, jak działają narzędzia AI.

Można więc po części jako czytelnicy, poczuć się trochę lepiej, że te zagadnienia są tak szalenie skomplikowane, że autorzy programów odpowiedzialni za to, co wypluwa nam z siebie ChatGPT, Claude, Gemini, Bielik, czy inny Perplexity bądź DeepSeek, wiedzą co prawda jak są one zbudowane, ale nie do końca wiedzą, jak działają.

Pytanie jednak, czy mając taką świadomość, faktycznie czujemy się spokojniejsi?
 

 

To tyle z mojej strony – tekst testimonialu jest inspirowany, choć nieudolnie napisany przez właściciela tej strony internetowej, w nowym języku, czyli „języku Dragana”    ;)

Copyright © 2024-2026 All rights reserved

Kontakt