Rzecz wydaje się prosta – o tej książce po prostu warto napisać, warto ją polecić, warto do niej wracać. Gdy przeczytałem ją kilka lat temu, zrobiłem kilka notatek, pogryzdoliłem w niej (jak mam w zwyczaju) i pooklejałem znacznikami. Wiedziałem, że do niej będę wracał, bo warto. Mam tak z wieloma pozycjami.
Nie sądziłem jednak, że powodem powrotu do tej konkretnej będzie komunikacja z jednym z moich dzieci, które zaintrygowało mnie tym, co usłyszało od swojego nauczyciela pod koniec roku szkolnego w kontekście zbliżających się pewnych zaliczeń, egzaminów i podsumowań roku szkolnego.
Krótkie wprowadzenie
Dla jasności dodam, że w sposób świadomy nie piszę, o które z moich dzieci chodzi, aby nie wskazywać konkretnej szkoły, a używane sformułowanie „nauczyciel” jest używane jako wykonywany zawód, a nie określa płeć osoby prowadzącej lekcje. Świadomie przyjmuję taką formułę, jednak nie w wyniku obaw o reperkusje bądź uznanie, że się czepiam :) lecz ze względu po prostu na fakt, iż mamy prawo mieć różne podejście do życia, edukacji, nastawienie do tego, co i jak bardzo należy eksploatować i w jakim zakresie.
Mamy prawo się różnić.
Tylko tyle.
Agresja zero – jedynie dzielenie się przemyśleniami osadzonymi w pewnej lekturze.
No, ale do brzegu.
Pewien nauczyciel uznał za ważne i cenne wskazanie jednemu z moich dzieci, iż konieczne jest w momencie, w którym się znajduje porzucenie wszystkich innych zajęć na najbliższe zbliżające się tygodnie i zamienienie ich w pełne zaangażowanie w naukę. Zalecona została dokładnie koncentracja na siedzeniu na 4 literach, porzucenie sportu, aktywności na świeżym powietrzu, spotkań ze znajomymi, a wskazano posiedzenie nieco w nocy, aby objąć odpowiednio dużą partię materiału, który jest niezbędny do przyswojenia, aby uzyskać zaplanowane efekty.
Już jest kontrowersyjnie, ale akurat nie o tym będę teraz pisał.
Ważniejsze było dla mnie usłyszenie, dlaczego padły takie wskazówki.
Gloryfikacja specjalizacji
Otóż nauczycielowi chodziło o to, aby skupić się na konkretnej sprawie i rzeczy. Na pewnym wąskim zagadnieniu i tematyce, gdyż tylko osoby, które się w czymś wyspecjalizują i będą znały wąsko i wnikliwie jedną dziedzinę wiedzy, mają szanse na osiągnięcie sukcesu.
Rozumiem, że ktoś może mieć takie swoje doświadczenia, może mieć takie pojmowanie wyciskania i dociskania rzeczywistości, aby osiągać sukcesy. Może nawet to zadziałało w jego przypadku jakieś 30 lat temu.
Problem jednak w tym, że nie jest to jedyna metoda. Co więcej nie musi to być rzeczywiście dobre podejście.
Po tej przydługawej genezie dotyczącej powodów opisywania książki „Sięgaj jak najdalej” Davida Epsteina, przechodzę w końcu do meritum.
Inaczej o specjalizacji
Rzecz w tym, że wbrew wielu wyobrażeniom i poglądom sprzed lat, nie jest tak, że wąska specjalizacja i wskazywanie dzieciakom w podstawówkach bądź szkołach ponadpodstawowych konieczności wybrania jednego zainteresowania i daniu mu się pochłonąć bez reszty, gwarantuje sukces w życiu zawodowym.
Rozumiem, że bazowe przekonanie może być takie, że obecnie świat jest bardzo bogaty w wiedzę, a zatem pierwsze przemyślenia prowadzą do myśli, aby wybrać jedną wąską dziedzinę i dać się jej ponieść, aby być w niej absolutnie genialnym.
Rzecz jednak w tym, że na takim zdaniu nie można poprzestać. W mojej ocenie, która jest zbieżna z tym o czym przeczytać można we wskazanej książce, konieczne jest jednocześnie (poza wąską dziedziną, w której czujemy się świetnie) zbudowanie sobie świadomości wielu innych zagadnień, wiedzy, możliwości, obowiązujących zasad itd.
Dzięki temu bowiem poszerzamy szerokość patrzenia, jesteśmy w stanie szukać analogii pomiędzy dalekimi (na pozór) zagadnieniami.
Wiedza o specjalizacji
Książka Epsteina przybliża różne spojrzenie na kwestie tego, co daje szybka (wczesna w rozumieniu wieku) specjalizacja danego człowieka w danym zagadnieniu (często przekłada się na lepsze wynagrodzenie po ukończeniu college’u), a co późniejsza – zazwyczaj pracę bardziej dopasowaną do umiejętności i osobowości.
W pozycji tej znajdujemy wiele badań opisujących te kwestie dotyczące różnych branż oraz sfer działalności – od biznesu, przez sport, aż po aktywność artystyczną.
Nie jest moim celem jednak gloryfikowanie braku specjalizacji – to, w jakim zakresie ona może być cenna i ważna zależy od tego, czego dotyczy. W książce znajdziemy porównania i analizy dotyczące różnych podejść w odniesieniu na przykład do różnych dyscyplin sportowych. Pięknie to zostało przez autora przedstawione na przykładzie Tigera Woodsa (zawodowego golfisty) i Rogera Federera (tenisisty ziemnego). Chętnie zagłębiłbym się w temat, ale wówczas zbyt wiele zdradzę z treści książki.
Co do zasady, w większości przypadków i przy obecnie (od kilkunastu lat) dynamicznie zmieniającym się świecie, książka daje wiele przestrzeni do analizy, na ile specjalizacja coraz bardziej stanowi obciążenie, a nie nasz wyróżnik. Temat ten jest na tyle nurtujący i fascynujący, że za kilka dni opublikuję osobny tekst na ten temat.
Może mamy nowy podręcznik
W mojej ocenie książka powinna być wręcz obowiązkową dla nauczycieli w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych. Przedstawione przykłady i prezentowane wyniki badań uzmysławiają między innymi, jak cenne i ważne jest umożliwienie dzieciakom prostej czynności jaką jest swobodne zadawanie pytań. Nie mówienie ex cathedra, lecz wzbudzanie również ciekawości i prowokowanie do poszukiwania – czego elementem jest zadawanie pytań.
Autor przedstawia również, że dawanie wskazówek podczas realizacji zadań czy udzielania odpowiedzi sprowadza na manowce – nie zmusza bowiem do samodzielnego myślenia. Podpowiedzi dadzą dużo lepszy rezultat podczas rozwiązywania danego ćwiczenia, ale gorszy na egzaminie końcowym.
Ważny jest bowiem często sam proces dochodzenia do odpowiedzi (nawet błędnej), gdyż zmusza do myślenia.
Na tę okoliczność, w książce znajdziemy przykłady, że łatwiej zapamiętujemy dobrą odpowiedź, jeżeli trudniej nam było do niej dojść i znajdując po drodze złe jej warianty.
Konkrety nt. specjalizacji
Książka przybliża też ciekawe eksperymenty, opisane ćwiczenia i ich wyniki – nie chodzi o ich bezmyślne wdrażanie na zasadzie podkręcenia się po ich przeczytaniu – dają one jednak do myślenia, że można inaczej (czasem w pewnych sytuacjach) niż zwykło się działać standardowo w szkołach.
Ciekawym szalenie zagadnieniem podanym w książce jest przybliżony opis działania firmy InnoCentive, która łączy ludzi poszukujących rozwiązań w danej dziedzinie, publikując tzw. „wyzwania”, z którymi mają możliwość zapoznać się inne osoby zajmujące się na co dzień całkowicie innymi zagadnieniami – w ten sposób dochodzi do poszukiwania rozwiązań poprzez ludzi spoza baniek (specjalistów w danej dziedzinie) – co ciekawe 1/3 opublikowanych „wyzwań” znalazła rozwiązanie. W książce znajdziemy ciekawe, konkretne przykłady opisujące takie przypadki, gdzie fachowcy, czyli specjaliści w danej dziedzinie (np. z NASA), doszli po 30 latach do przysłowiowej „ściany” nie mogąc znaleźć rozwiązania na nurtujące ich pytanie, opublikowali problem do rozwiązania, tj. wspomniane „wyzwanie” i przecierali oczy ze zdziwienia, gdy po 6 miesiącach emerytowany inżynier mieszkający w wiejskiej części New Hampshire znalazł rozwiązanie.
Książka jest zatem doskonałą lekturą, która zostawia czytelnika z wieloma przemyśleniami, a jednocześnie zawiera ogrom ciekawych przykładów popartych konkretnymi wynikami badań. Czyta się ją po prostu bardzo dobrze. Czasem wręcz wciąga, co powoduje, że kolejne kartki przeskakują niezauważalnie.
Zdanie, które ze mną zostanie
Bardzo mnie porusza pewne zdanie już na końcowych stronach tej książki, w której David Epstein pisze, że systemy, w których funkcjonujemy, w tym chyba szczególnie edukacja, popycha ciągle wiele osób w hiperspecjalizację oczekując od młodych osób, aby określali na etapie edukacji kim chcą zostać, zanim przekonają się kim są.
Copyright © 2024-2026 All rights reserved