24 lipca 2026

Nieznośność czekania

Czas czytania: 1 min. 30 sek.

 

Najgorsze w czekaniu jest… można rzec: CZEKANIE. Otóż nie!

 

Choć nie dla każdego. Znajdą się wśród nas zapewne tacy, którzy po prostu tego faktu w ogóle nie lubią. Szczególnie, gdy mówi się o młodzieży, często wskazuje się, że są niecierpliwi i roszczeniowi – gdy strona nie przeładuje się w ciągu 1 sekundy bądź apka nie zareaguje natychmiast, to znaczy, że jest kompletnie bezużyteczna. Jak jednak tu dzisiaj kompletnie nie o tym.

 

Codzienność

 

Nawiązuję do sytuacji i zdarzeń, w których często jesteśmy, a związane są z przebywaniem w kolejkach do miejsc przeróżnych: w szpitalach, przychodniach, urzędach (różnej maści), BOKach ogromu firm itp.

Część z nich wdrożyła pewne rozwiązania pozwalające zarejestrować się na określoną godzinę, wbicie się w dane miejsce i do konkretnej osoby. Część jednak ma sporo w tym zakresie do zrobienia.

Ja jednak nie o systemach, które czasem działają lepiej bądź gorzej.

Nie o tym, że często wyświetlane komunikatów są niejednoznaczne bądź wprowadzające więcej chaosu niż ładu (może kiedyś opiszę co mnie spotkało u pewnego dostawcy energii 3 tygodnie temu).

Czasem nawet przy wysublimowanych systemach, po prostu się czeka. Nawet w nich jednak zapomina się o tym, co ludzi czekających najbardziej denerwuje i powoduje, że nakręca się wewnętrzna spirala zdenerwowania, potencjalnej agresji słownej i powolnego hodowania klienta trudnego.

 

W czym więc rzecz

 

Brakuje bowiem informacji o tym, jak długo będzie się czekać.

 

Wystarczyłaby drobna zmiana, bez systemów, bez wydawanych szalonych kwot, remontów z rozprowadzaniem kabli i montażem różnych urządzań.

Wystarczyłaby krótka i rzetelna informacja przekazana nawet w formie werbalnej, jak długo będziemy czekać.

 

Ta informacja zmienia ogrom rzeczy. Jeżeli coś się przesunie o 20, 30, 50 min., oczywiście, że spowoduje pewne niezadowolenie, gdyż może zniweczyć nasz idealny plan na dzień, w którym z dokładnością chirurga mieliśmy poukładane zdarzenia.

Czasem jednak taka informacja spowoduje, że możemy dokonać roszad w planie – wykonać jakieś telefony, których byśmy nie zrealizowali siedząc w kolejce nie wiedząc, kiedy będziemy wywołani. Możemy wyskoczyć i załatwić sprawy w zmodyfikowanej kolejności. Być może. Tego nie wiemy, bo czasem takie roszady nie będą możliwe. Gdy ktoś posłuży się jednak jednostkami czasowymi w procesie czekania, wysyła sygnał swym klientom, że choć sprawy się przesuwają (wskazując też powód), to jednak ktoś nad tym stanem rzeczy panuje.

 

Jasne, że nie zawsze się da, ale zmiana stwierdzenia „proszę mi dać jeszcze przysłowiowe 2 minutki” albo „sekundka i koleżanka podejdzie”, na konkrety wymiar czasu, który następnie zostanie dotrzymany, potrafią czasem zdziałać cuda.

 

Osobną kwestią są owiane tajemnicą kartki spotykane czasem na zamkniętych w ciągu dnia sklepach rozmieszczonych w galeriach handlowych, z których krzyczy: „Zaraz wracam!”.

 

Przyznaję się, że sprawdziłem > w Sevres pod Paryżem nikt nie zgłosił do tej pory jednostki „zaraz”.

Czyżby niedopatrzenie Międzynarodowego Biura Miar i Wag?

WRÓĆ NA UZEWNĘTRZNIENIA