13 lipca 2026

Niedźwiedź, który nic nie musi

10 lipca, pod postem Radio 357 na LinkedIn, na którym znalazło się zdjęcie ze spaceru Pana Marka Niedźwieckiego z wybranymi słuchaczami radia po Izerach, napisałem komentarz „Tak wygląda człowiek, który nic nie musi, a wszystko może”.

Ale dlaczego takie przemyślenie? Po kolei.

Spacer po Izerach

Raz w roku, na początku lipca, ma miejsce wyjątkowa sytuacja – Radio 357 organizuje dla wybranych słuchaczy spacer po Górach Izerskich z jednym z redaktorów, którym jest… Pan Marek Niedźwiecki.

Dlaczego z tym redaktorem?

Nie trzeba tłumaczyć.
J
eżeli ktoś nie wie kim jest Niedźwiedź, to zanim zacznie czytać dalszą część niniejszego tekstu, powinien najpierw zbudować sobie wiedzę o tym człowieku. Nie tylko jednak poczytać jego bio, ale też porozmawiać z różnymi osobami, posłuchać kilku jego audycji, dowiedzieć się z kim przeprowadzał wywiady, posłuchać jego opowieści – jednym słowem, zbudować sobie świadomość kim jest ten człowiek i jak wiele osób, jak wiele mu zawdzięcza, jeżeli chodzi o świat muzyki – tej, którą jakoś przeżywamy, jak i tej, która po prostu się sączy i stanowi tło naszego funkcjonowania w wielu okolicznościach i miejscach.

Dla tych, którym hasło Niedźwiedź kojarzy się jednoznacznie  i szybciej w głowie pod tym hasłem widzą tego delikwenta stojącego koło mnie na zdjęciu, niż czteronożne stworzenie z atlasów o zwierzętach zamieszkujących polskie Tatry  to niniejszy tekst będzie dużo bardziej zrozumiały.

Dlaczego Izery?

Pytanie retoryczne dla słuchaczy radia, z którego kiedyś znaliśmy Pana Marka (Trójki), a obecnie jedynego słusznego (dla mnie) adresu radiowego, czyli właśnie Radio 357.

Te góry bowiem są ulubionymi naszego bohatera. Zna w nich każdy strumyk i ścieżkę, a nawet z pamięci jest w stanie powiedzieć, w którym ze schronisk jaki jest aktualny jadłospis i który kucharz specjalizuje się w jakim daniu.

Spacer, jak spacer. Choć… nie do końca

Wspomniana wycieczka jest wyjątkową, gdyż od kilku lat jest w danym roku tylko jeden taki moment, w którym w wyniku konkursu (trzeba się nieco wysilić umysłowo) wyłanianych jest kilkanaście osób, które wraz ze swoimi towarzyszkami / towarzyszami przemierzają drogę wymyśloną właśnie przez wspomnianego redaktora. Oczywiście spacer odbywa się w jego towarzystwie, zatem jest to genialna okazja do tego, aby Pana Marka poznać osobiście, porozmawiać z nim, podyskutować i… po prostu spędzić czas.

Szczęśliwiec ze mnie

W tym roku, czyli 2026 tak się złożyło, że byłem jednym ze szczęśliwców stanowiących grono 21 osób, które mogło poczuć się wyjątkowo spacerując po mniejszych i jeszcze mniejszych pagórkach okolic Jakuszyc, słysząc przez około 5 godzin głos znanego redaktora – osobiście miałem uczucie, jakbym miał ciągle włączone radio :)

Jednak nie o swoich jedynie doświadczeniach związanych z obcowaniem z tym „zwierzem radiowym” chcę napisać, gdyż miałem okazję obserwować też zachowania innych uczestników tej wyprawy, co jest dla mnie szczególnie ciekawe ze względu na moje skrzywienie akademickie i poniekąd zawodowe.

Komu w drogę, temu…

Po spotkaniu się w miejscu zapowiedzianym przez organizatorów i kilku słowach wstępu, ruszyliśmy zwartą grupą w kierunku jaki wyznaczył bohater tego spotkania.

Już na pierwszych metrach rozpoczęło się nieśmiałe strategiczne umiejscawianie się poszczególnych osób wokół Marka Niedźwieckiego. Kilka osób chciało być bardzo blisko, zacząć rozmowę od razu, nawiązać bliższą relację, poznać człowieka.

Inni spokojnie, niezbyt śmiale byli kilka kroków z boku bądź z tyłu.

Rozpoczęły się rozmowy, jakieś dyskusje, drobne żarty. Ot, taki początek imprezki, na której ludzie się jeszcze nie znają. Niektórzy mają większą łatwość wejścia w towarzystwo, a inni naturalnie mniej otwarci przyglądają się rozwojowi sytuacji.
Zapewne niejeden psycholog mógłby to wprawniej ubrać w słowa, nazwać poszczególne postawy, poprzydzielać style poznawcze bądź ustalić poziom introwertyzmu w ekstrawertykach (bądź odwrotnie).

Całe 5 godzin

Na szczęście droga przed wszystkimi była długa – może nie odległościowo, lecz czasowo, gdyż był to spacer, podczas którego nikomu się nie spieszyło, gdyż cel był inny niż dojście do określonego miejsca w określonym czasie.  

Skoro więc było wolno, to… czas płynął swobodnie. Dyskusji jednocześnie było bardzo wiele. Niektórzy chcieli porozmawiać z bohaterem dnia indywidualnie, zagadać o sprawy im bliskie, poruszyć coś co leżało na serduchu od lat, gdy słuchają audycji Niedźwiedzia.

Były też dyskusje grupowe w różnym składzie i przy różnych okolicznościach prowokowanych przez sytuację, jak i przyrodę.
Gdy bowiem Marek Niedźwiecki uznał, że widzi coś co warto sfotografować (a każdy wie, że lubi uwieczniać sytuacje napotkane zarówno wersją cyfrową, jak i cały czas analogową), to wszyscy stawali, czekali cierpliwie i…. nie, nie ruszali z nim dalej. Stawali w tym samym miejscu co on i... o tym za chwilę.

W czym rzecz, gdy o autorytecie

W tym miejscu pojawia się bowiem jedno z przemyśleń, z którymi wróciłem. Zatem pewne wtrącenie w relację z wędrówki.

Można bowiem zastanawiać się, czy Marek Niedźwiecki jest autorytetem. W sumie to truizm, gdyż odpowiadając na taką zagwostkę, pierwszym skojarzeniem jest ta konkretna osoba osadzona w świecie muzycznym. Nie ma bowiem wątpliwości mając na uwadze jego wiedzę, zbudowane relacje, jak i zdanie, z którym liczy się praktycznie każdy autor słów, muzyki, jak i wykonawca w Polsce. Liczba absolutnie największych i najbardziej rozpoznawanych wykonawców muzycznych na świecie, z którymi rozmawiał, przeprowadzał wywiady, zapowiadał występy na scenie przez ostatnie 50 lat jest przeogromna.
Przy Niedźwiedziu zasada „5 uścisków ręki” przestaje obowiązywać i jest zakrzywiona, bo skraca się drastycznie – zupełnie, jak z fizyką kwantową, którą Einstein uważał za niekompletną (upraszczając sprawę).

Skoro zatem nie ma wątpliwości, że Niedźwiedź dla ogromu ludzi stanowi pierwsze źródło wiedzy o świecie muzycznym, to czy jest również człowiekiem godnym naśladowania w innych aspektach?

Spacer po Izerach daje odpowiedź – tak!

Niedźwiedź bowiem, gdy uznał, że dana z setek naparstnic spotkanych po drodze jest z jakiegoś powodu wyjątkowa, urzekła go cudnie i decydował się uwiecznić ją na zdjęciu, to od razy kilkanaście innych osób uznało podobnie i tej naparstnicy (dokładnie tej!!!) robili serię zdjęć.

Podobnie było z widokiem gór, pagórków i innych łąk.

Było to urocze, dla mnie odkrywcze jako obserwatora i przemyśliwacza cudzych zachowań.

Czy uznać można te sytuacje za dziwne? Nie jestem z tych, którzy się dziwili, gdyż będąc tam na miejscu, przeżywając to co inni, mając podobny stosunek do Marka Niedźwieckiego robiłem… to samo, czyli fotki danej naparstnicy.

Przecież to nic nowego

Autorytet człowieka w danej dziedzinie przenosi się na szereg innych aktywności, które tenże podejmuje. Nic to nowego i odkrywczego, gdyż Robert Cialdini uwzględnia ten aspekt w zestawie swoich reguł, a o efekcie aureoli pisał jako pierwszy jakieś sto lat temu Edward Thorndike > chociaż bardziej znany jest eksperyment Nisbetta i Wilsona z 1977. Nie moment jednak na to, aby rozbierać to aż na takie szczegółowe elementy.

Żal jedynie człowieka ogarnia, że wiele znanych i rozpoznawanych osób kompletnie chyba nie zdaje sobie z tego sprawy. Szczególnie tych osób, które z jakiegoś powodu docierają i robią wrażenie na młodych ludziach i dzieciakach. Część znanych osób jest znanych z tego, że… są znani, a dokładając kolejne cegiełki do swojej osobowości, publikując treści różne i w innych kontekstach nie pamiętają o tym, że choć są autorytetem (może czasem to określenie na wyrost) w jakieś dziedzinie, ich kolejne zachowania przenoszą się całkowicie podświadomie (co właśnie udowadniał Nisbett i Wilson) w oparciu właśnie o efekt aureoli.

Spacer trwał

Wracając jednak do wydarzeń z 10 lipca (zabrzmiałem, jak Bogusław Wołoszański w „Sensacjach XX wieku”) – ci widzący się po raz pierwszy w życiu ludzie zaczęli się poznawać, coraz śmielej ze sobą rozmawiać, wymieniać spostrzeżeniami, swoimi przeżyciami, chwilami i opiniami dotyczącymi… a jakże… audycji radiowych, muzyki, a także momentów, w których ona im towarzyszy i jak ważnym aspektem ich życia się stała. Zatem obcy ludzie mieli wspólny wątek, który był mianownikiem praktycznie wszystkich rozmów – radio 357 i postać Marka Niedźwieckiego.

Taki obrót sprawy, a także płynący czas powodował również, że wokół Niedźwiedzia robiło się nieco luźniej. Udało się zatem również mi spędzić z Panem Redaktorem kilkanaście minut gdzieś między Rozdrożem pod Cichą Równią i schroniskiem Orle.
O czym było, dlaczego poruszyliśmy między innymi temat Andrzeja Zauchy, Kuby Badacha i Jacka Kotlarskiego, to zostanie między nami :)

Nie tylko mówienie

Obserwując wnikliwie, co się wydarzało podczas tych pięciu godzin z okładem, pozostanie ze mną jeszcze jedna ważna kwestia – Niedźwiedź jako stwór radiowy mówi, opowiada, zdaje relacje, rzuca dykteryjkami, które zostają z człowiekiem na zawsze > tu chociażby niektórzy uczestnicy piątkowego wypadu w góry wiedzą, dlaczego bohater dnia chce być skremowany, gdzie będzie pochowany i jaki udział ma w tym wszystkim pewna stłuczka samochodowa sprzed około dwóch lat. Piękna historia, którą sam będę opowiadał jako dykteryjkę z mojego obcowania z Niedźwiedziem.

Ale ja nie o tym.

Obserwacja jaką chciałem się podzielić dotyczy tego, że p. Marek nie tylko cudnie opowiada. Podczas tych wielu rozmów w różnych układach zbiorowych, jak i indywidualnych był cierpliwym, otwartym i zainteresowanym słuchaczem. Był w tym aktywny, dopytywał, dzielił się swoimi spostrzeżeniami, ale w nawiązaniu do dyskusji i opinii innych. To wszystko w duchu naturalności, swobody, spokoju, w przyjaznej atmosferze z szacunkiem dla rozmówcy.

Co dalej

Był to niesamowity czas, który starałem się przeżywać najpełniej, jak potrafiłem, doceniając to, że jestem właśnie w tym danym miejscu.

To spotkanie.

Ten spacer.

Te rozmowy.

Te obserwacje.

Było to wszystko szalenie ciekawe i inspirujące.

Pozostawiło mnie jednak nie tylko z cudnymi przeżyciami i doświadczeniami, lecz dodatkowo całą masą przemyśleń i… pewnymi pomysłami.

O tym jednak już przy innej okazji. Mam taką ogromną nadzieję.

WRÓĆ NA UZEWNĘTRZNIENIA