Miałem kiedyś zrobioną notatkę, że warto o tym napisać, ale… jakoś mi przeszło. Ochota wróciła po pewnej gorącej dyskusji – jaką cenę ma autorytet?
Szczególnego paliwa do takich rozmów, uzyskuje się w okolicach między innymi dużych imprez sportowych – a mieliśmy w tym roku przecież Mistrzostwa Świata w piłce nożnej.
Jeszcze więcej reklam
Oglądając masę reklam – których przybyło, gdyż mecze rozgrywane w USA nagle przestały dzielić się na połowy, lecz składały się z kwart – nie było trudno zauważyć wielu twarzy doskonale znanych i (przecież) związanych z piłką.
I wszystko by grało (jak to w piłce), gdyby nie fakt, że produkty które te twarze sygnowały nie były dość wątpliwie związane z dobrym i sportowym stylem bycia i życia.
Takie ikony…
Leo Messi (zresztą już od kilkunastu lat), David Beckham i Thiery Henry wcinali co chwilę chipsy. Żeby było mało, ten sam Beckham i Henry do spółki tym razem z Yamalem i Ronaldinho wpadali pod „złote łuki” posilić się i ugasić pragnienie.
Patrzyłem i nie wierzyłem. Te osoby, te twarze, ikony, idole wielu dzieciaków sprzedają swoją historię i dorobek życia.
Z jednej strony są sportowcami i profesjonalistami, którzy ciężką pracą, talentem, ale też determinacją i twardym charakterem doszli na absolutny szczyt. Mówią w wywiadach o zdrowym stylu życia, odpowiedniej diecie, długości snu, balansie między treningami, meczami, czasem wolnym i rodziną. A tu proszę…
Nie ma granicy – poważnie?
Nie chodzi mi o to, że nie mają chrupnąć sobie czasem chipsa bądź łyknąć coli (nieistotne czy od Zbyszko, Coca-Coli czy Pepsi), jednak bycie twarzą takich produktów, to coś zupełnie innego.
Zastanawiam się jak duże trzeba mieć potrzeby finansowe, żeby dać się skusić takim markom na kontrakt reklamowy.
Mam świadomość tego, że oni mają swój czas, w którym monetyzują sławę i fakt, że się o nich mówi. Niektórzy mają poukładane w głowie i są w stanie zaplanować swoją karierę po tym czasie aktywności sportowej. Inni, zapewne mniej rozgarnięci albo bardziej bojący się o swoją przyszłość, intensywnie sprzedają twarz i nazwisko jeszcze w trakcie kariery – rozumiem. Zastanawiam się jednak, czy muszą to być marki, które co do zasady stoją w opozycji do ich stylu życia.
Marki, które powodują, że z bohaterów stają się hipokrytami. Mocne słowo – wiem…
Jestem zaskoczony, jak ogromną potrzebę i parcie na kasę mają niektóre rozpoznawalne osoby, które raczej nie uchodzą za średnio zamożne. Dla mnie to (powtórzę się) hipokryzja, dwulicowość, nieszczerość.
Wielotwarzowość
Smutne jest to, że autorytety obecnie są wybiórcze – w danej wąskiej dziedzinie. Tworzone są na potrzebę chwili. Trudno o osoby, które są po prostu spójne, konsekwentne we WSZELKICH swoich działaniach – jako osoby, ludzie, a nie jako aktorzy w danej, wybranej, chwilowej roli.
Źródło zdjęcia: oficjalna reklama dostępna na YT